“Newski prospekt” po latach

Nie wiem czy to już nieumiejętność czytania całym sobą, każdą swoją cząstką, każdym nerwem, czy niewystarczająca znajomość języka rosyjskiego, by czytać w oryginale? Po latach od pierwszego przeczytania “Newskiego prospektu” na pierwszym czy drugim roku studiów, postanowiłem przeczytać to opowiadanie Gogola w oryginale. Przeczytałem, ale bez większych emocji, bez towarzyszącego pierwszemu czytaniu napięcia i nerwów. Podobna rzecz zdarzyła mi się około roku temu, gdy również po latach postanowiłem powrócić do “Pierwszej miłości” Turgieniewa. Wówczas także jej lektura – ale już w oryginale – nie wykrzesała ze mnie dawnych emocji, towarzyszących odkrywaniu Turgieniewa na drugim roku studiów. Może takie są uroki czytania wielkiej literatury po raz kolejny? Może czytać po kilka razy tych samych lektur nie powinienem? Przecież opowiadania Płatonowa także czytałem w oryginale, z jeszcze słabszą znajomością języka rosyjskiego niż obecnie, ale nie czytawszy ich nigdy wcześniej. I te poruszały mnie do głębi, przeszywały na wylot, kłuły, rwały, raziły ból bólem. To dodatkowa, nieoceniona funkcja wartościowej literatury – opisując i analizując cierpienie i zło, ulecza z rozpaczy i niemożności radzenia sobie z nie zawsze przyjaznym światem. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale te same opowiadania Płatonowa, które doprowadzały moją przyjaciółkę do przygnębienia, do których wracać nie chciała, i których nie ceniła, mnie przed smutkiem i przygnębieniem ratowały, dawały energię, odwagę i siłę.

A może umiejętność czytania całym sobą, z napięciem malującym się nawet w rysach twarzy odchodzi z czasem bezpowrotnie? Może to ta przeklęta dorosłość odbiera taką zdolność, szczerość i potrzebę przeżywania fikcji, która fikcją tak do końca przecież nie jest?

Pośpiesznie i niemal kompulsywnie poszukuję od jakiegoś już czasu opowiadania, książki, wiersza, które wstrząsnęłyby mną do głębi, wyrwały z odrętwienia, sprawiły bym poczuł, że żyję, skoro życie nie dostarcza zanadto wielu takich zdarzeń.

Napisz komentarz