kwiecień 30, 2008 @ 6:40 pm (Białystok, Podróże, Polacy, obywatel, społeczeństwo, wychowanie obywatelskie)
Tags: Białystok, burakowe pole, Polska, rowery, społeczeństwo, Stowarzyszenie Rowerowy Białystok, wycieczki rowerowe, ścieżki rowerowe
Doprawdy nie wiem co bym począł w tym mieście bez roweru. Każdą wolną chwilę staram się wykorzystywać na ruch na świeżym powietrzu, a zwłaszcza na jazdę na rowerze, co niestety nie jest możliwe w naszym klimacie przez niemal pół roku. Ale gdy już nastaną cieplejsze i słoneczne dni chłonę je na wszelkie możliwe sposoby.
Dziś mając do dyspozycji zaledwie 30 – 45 minut, nie mogłem sobie pozwolić na dłuższą i dalszą wyprawę, skorzystałem więc z białostockich chodników, które posłużyły mi jako ścieżka rowerowa, bo choć ścieżek w mieście przybywa, to jednak wciąż jest ich za mało w stosunku do potrzeb. Poza tym nie do wszystkich miejsc, które lubię, mogą przecież prowadzić ścieżki rowerowe. A te, które już powstały nie zawsze są wykorzystywane zgodnie z ich przeznaczeniem. Od kilku dobrych lat funkcjonuje ścieżka rowerowa wzdłuż alei Piłsudskiego, ale cóż z tego, skoro jest to chodnik podzielony na dwie części – jedna część dla pieszych, druga dla rowerów, często się więc zdarza, że część przeznaczoną dla rowerów użytkują piesi, spacerując sobie nią w najlepsze niekiedy z wózkami, z małymi dziećmi prowadzonymi przez mamę lub tatę za rękę, posiadacze psów ze swoimi ulubieńcami. Jazdą ową ścieżką bardziej przypomina slalom gigant niż swobodną jazdę na rowerze.
Innym problemem są prawdopodobnie właściciele posesji wzdłuż ulicy Ciołkowskiego, którzy nowo wybudowaną ścieżkę rowerową postanowili wykorzystać jako miejsce postojowe dla swoich wspaniałych aut. Siłą rzeczy rowerzyści zmuszeni są zjeżdżać na chodnik. Teraz tylko patrzeć, jak pod ciężarem samochodów ścieżka zacznie niszczeć, zapadać się, wyrabiać się. By rzeczy nie pozostawiać samym sobie Stowarzyszenie Rowerowy Białystok postanowiło przeprowadzić akcję pod nazwą “burakowe pole”. Organizacja apeluje o powiadamianie w takich sytuacjach straży miejskiej i fotografowanie nieprawidłowo zaparkowanych samochodów z numerem rejestracyjnym, których zdjęcia są następnie wrzucane na stronę internetową pomysłodawców:
http://www.rowerowy.bialystok.pl/index.php?id=subkat&subkat=60
Akcję popieram całym swoim sercem i całą duszą swoją! Na tego typu chamstwo nie ma innego sposobu.
2 komentarzy
kwiecień 30, 2008 @ 2:40 pm (media, społeczeństwo)
Tags: abonament, Fellini, Idiota, media publiczne, Mistrz i Małgorzata, Polska, reklamy, Władimir Bortko
Jestem jak najbardziej za utrzymaniem abonamentu i za emisją reklam w telewizji publicznej, pod jednym wszakże warunkiem – że media publiczne, w tym radio i telewizja rzeczywiście będą wywiązywać się ze swojej misji. Nie interesują mnie gwiazdy w publicznej TV, nie interesuje mnie idiotyczne naśladownictwo telewizji komercyjnych, nie chcę mizdrzących się prezenterek tudzież prezenterów, prognoz pogody mylonych z wybiegiem dla modelek i modeli. Interesuje mnie prawdziwa telewizja publiczna, utrzymywana także z mojego abonamentu. Jestem gotów płacić ów “haracz”, byle tylko media publiczne wywiązywały się z nałożonych na nie zobowiązań. Za absolutnie niedopuszczalne uważam emisje filmów takich, jak “Idiota” Władimira Bortko czy “Miasto kobiet” Felliniego między północą a 3 w nocy, wielce wątpliwe wydaje się także nadawanie “Mistrza i Małgorzaty” po 22. Co z tego, że jeszcze do niedawna miałem nienormowany czas pracy, na który mogą sobie pozwolić tylko nieliczni, jeśli w nocy byłem tak zmęczony, że “Miasta kobiet” nie udało mi się obejrzeć do końca – choć bardzo chciałem, – bo w pewnym momencie zasnąłem, nie będąc już dłużej w stanie panować nad swoim zmęczeniem.
Zdaję sobie sprawę z tego, że im popularniejszy program danego medium, tym więcej reklamodawców, ale wówczas ginie gdzieś misja, to truizm. Poza tym przypuszczam, że wymienione wyżej filmy ściągnęłyby też niemała widownię przed telewizory, choć pewnie nie tak dużą, jak głupawe teleturnieje czy seriale. Ale z drugiej strony nie można mieć wszystkiego na raz, w zamian za abonament mniejsze wpływy z reklam, bo w to, że reklamodawcy w ogóle odwróciliby się od mediów publicznych, gdyby te rzeczywiście podjęły swoją misję po prostu nie wierzę. Mogę się co najwyżej zgodzić, że spadnie wówczas oglądalność, a w związku z tym obniżą się też zyski z reklam, ale nie znikną przecież całkowicie. A te reklamy, które pozostaną pozwoliłyby zasilić budżet przeznaczany na finansowanie prawdziwej misji, tj. produkcję teatru telewizji, ambitne i ciekawe filmy i audycje, słuchowiska, itp.
Dodaj komentarz
kwiecień 27, 2008 @ 5:51 pm (Białystok, Podróże, Polacy, społeczeństwo, tradycja)
Tags: Białystok, inne, muzeum bimbrownictwa, Muzeum Powstania Warszawskiego, muzeum przyrodnicze w Białowieży, przemyślenia, Terror Haza w Budapeszcie, wielokulturowość Podlasia, Żydzi, Żydzi w Białymstoku
Z początku myślałem, że to żart, ale okazuje się, że jacyś ważni i wpływowi białostocczanie zamierzają utworzyć muzeum bimbrownictwa w samym Białymstoku czy gdzieś w okolicach, w którym można będzie obejrzeć bimbrownię, przyrządy służące do produkcji bimbru, przyjrzeć się procesowi powstawania bimbru, a nawet uczestniczyć w pokazie likwidacji takiej “nielegalnej” bimbrowni. Z punktu widzenia marketingowego to może i dobry pomysł, na pewno miłośnicy agroturystyki i egzotyki podlaskiej z chęcią zajrzą do tak kuriozalnego przybytku. Ale z drugiej strony – wciąż nie ma w Białymstoku muzeum poświęconego białostockim Żydom, nie ma nawet stałej ekspozycji w muzeach już istniejących poświęconej tej grupie narodowej niegdyś tak licznie zamieszkującej Podlasie, a zwłaszcza sam Białystok (przed II wojną światową Żydzi stanowili w 100-tysięcznym Białymstoku 50% mieszkańców miasta). Padł kiedyś taki pomysł i na samym pomyśle się skończyło. Prawdę mówiąc nie jestem zwolennikiem tworzenia w Białymstoku muzeum poświęconego tylko i wyłącznie Żydom, ale marzy mi się muzeum poświęcone wielokulturowości Podlasia, w którym byłyby ujęte historia, kultura, obyczaje i tradycje wszystkich grup narodowościowych i etnicznych zamieszkujących Podlasie, muzeum, w którym byłoby miejsce na przedstawienie relacji między tymi grupami na przestrzeni dziejów i na prowadzenie nad nimi badań. Nowoczesne muzeum, wykorzystujące najnowsze rozwiązania techniczne – łączące pod tym względem elementy muzeum przyrodniczego w Białowieży i muzeum historycznego w Budapeszcie – Terror Haza czy Muzeum Powstania Warszawskiego. Nie może to być kolejne nudne białostockie muzeum opierające się wyłącznie na eksponatach wystawionych w gablotach, starych fotografiach, pocztówkach, planszach, szkicach, makietach. Tym młodych ludzi nikt do muzeum nie przyciągnie.Ale jak znam białostocką rzeczywistość to muzeum bimbrownictwa pewnie powstanie, a muzeum poświęcone wielokulturowości tego regionu pozostanie tylko w sferze marzeń. Podlasie – poza walorami przyrodniczymi – nie ma raczej wysokich notowań w Polsce, a teraz jeszcze będziemy na dodatek kojarzeni z bimbrem, jeśli już nie jesteśmy. Kiepska to reklama regionu.
Dodaj komentarz
kwiecień 25, 2008 @ 8:40 am (Polacy, człowiek, obywatel, polityka, społeczeństwo, więzi międzyludzkie, wspólnota, wychowanie obywatelskie)
Tags: arogancja, Krzysztof Olewnik, myśli, politycy, polityka, Polska, rodzina Olewników, Ryszard Kalisz, społeczeństwo, urzędnicy
Nie wywarły na mnie większego wrażenia przeprosiny posła Kalisza skierowane do rodziny Olewników, we fleszach lamp, w obecności licznych kamer nie mogły wyglądać na szczere, włącznie z wymuszonym podaniem ręki Włodzimierzowi Olewnikowi. Po pierwsze – koś kto chce szczerze przeprosić znajdzie na to sposób, by uczynić ten gest w warunkach dużo bardziej kameralnych. Po drugie – należało to zrobić dużo wcześniej. Nie jest to odkrywcze stwierdzenie, ale owe farsowe przeprosiny to nic innego, jak polityczny marketing, razem ze wczorajszym emocjonalnym apelem do generała Rapackiego, by poświadczył, że pan Kalisz, jako minister zaangażował się całym swoim sercem i całą duszą swoją w wyjaśnienie tej bulwersującej sprawy. Rodzina Olewników twierdzi coś zupełnie przeciwnego. Pan Kalisz miał być wobec nich arogancki, ironiczny i usiłował – mówiąc wprost – jak najszybciej ich się pozbyć ze swego biura. Nie spodziewał się, że cała sprawa wyjdzie na jaw, że zostanie nagłośniona, i że ktoś będzie szargał jego dobre imię, jego – “jednej z najsympatyczniejszych twarzy lewicy”, “człowieka z klasą” (takimi duserami określali posła Kalisza niektórzy dziennikarze i różni specjaliści po mianowaniu owego na szefa sejmowej komisji zajmującej się wyjaśnieniem okoliczności śmierci Barbary Blidy).
Jestem w stanie wyobrazić sobie arogancję pana Kalisza. Miałem niestety wiele razy wątpliwą przyjemność kontaktu z urzędnikami szczebla samorządowego, państwowego, mniej i bardziej ważnymi, u których arogancja stanowiła cechę niemal wrodzoną.
Arogancja stała się w Polsce w ostatnim czasie nieodłączną cechą sporej części naszego społeczeństwa, sposobem na życie, filozofią życia. Jest ona bez wątpienia podszyta lękiem, nadwrażliwością wobec własnej osoby, własnego ego; wynika też z pewnością z nieumiejętności utrzymania zdrowego, mądrego, kulturalnego dystansu w relacjach międzyludzkich, a czasami z czystej “potrzeby serca”, wówczas jest bezinteresowna, wypływa ze złego wychowania lub wrodzonego chamstwa. Ale czy jej źródła mają jakieś znaczenie? Próba ich dochodzenia sprawia wrażenie lichego usprawiedliwiania.
Zabawne są tłumaczenia posła Kalisza, że był podczas spotkania z rzeczoną rodziną zmęczony. Kiedyś już podobne tłumaczenia gdzieś słyszałem. Zmęczenie zwalnia człowieka z kultury osobistej, z konieczności panowania nad sobą? Poza tym czy korelatem zmęczenia jest chamstwo i arogancja? To oczywiście próby taniego usprawiedliwiania się. Wątpię jednak byśmy jako społeczeństwo wyciągnęli jakiekolwiek wnioski z tej lekcji; odnoszę wrażenie, że stajemy się coraz bardziej bezwolną, bezrefleksyjną masą, dla której arogancja, cynizm, nieufność, zarozumialstwo stają się jedynie prawdziwą i w subiektywnym odczuciu głęboką filozofią życia.
Dodaj komentarz
kwiecień 23, 2008 @ 9:50 am (Białoruś, Białystok, Polacy, człowiek, obywatel, polityka, prawo, społeczeństwo)
Tags: Białoruś, Białystok, Bogdan Rymanowski, Ewa Swoińska, Kazimiera Szczuka, Krzysztof Bosak, media, Podlasie, podlaski urząd wojewódzki, polityka, Polska, polska fikcja, prawo, Rzecznik Praw Dziecka, społeczeństwo, TVN24, Urząd do Spraw Cudzoziemców
Nie bawi mnie samo znęcanie się nad panią Sowińską. Sprawia wrażenie osoby nieśmiałej, nieco zagubionej, którą piastowana funkcja znacznie przerosła. Niestety, kto się decyduje odgrywać jakąkolwiek rolę w życiu publicznym, a już zwłaszcza obejmować najważniejsze urzędy państwowe czy samorządowe, musi być otwarty na kontakty z mediami, nie unikać ich, a przede wszystkim nie traktować ich jak dopust Boży. Rację we wczorajszej dyskusji w TVN24 (w programie Bogdana Rymanowskiego) miała Kazimiera Szczuka, która stwierdziła, że pani Sowińska opanowała tylko jeden język – klerykalno – narodowy, natomiast nie potrafi posługiwać się językiem mediów liberalnych. Z łatwością opowiada o masonach, zagrożeniach, dewiacjach, homoseksualistach, ale już nie potrafi podjąć dyskusji z przedstawicielami tego drugiego świata, w jej przekonaniu zapewne wrogiego.
Sam mam do pani Rzecznik zupełnie inne pretensje, i nie do niej jako do osoby, lecz jako do urzędnika państwowego, a i do samego urzędu, jako instytucji. Swego czasu zdarzyło mi się udzielać pomocy prawnej pewnej Białorusince zamieszkałej w Białymstoku, która wyszła za mąż za Polaka, ale przyjechała tu do Polski z dziećmi z pierwszego małżeństwa z Białorusinem, który zginął w wypadku. Miała poważne problemy z zalegalizowaniem pobytu na terytorium Polski swego 12 – letniego syna, odpowiedni wydział podlaskiego urzędu wojewódzkiego odmawiał wydania chłopakowi zezwolenia na zamieszkanie na czas oznaczony, a aroganccy urzędnicy odsyłali matkę do konsulatu w Brześciu – tam zresztą też odmawiano jej udzielenia pomocy. Sytuacja wydawała się beznadziejna, chłopakowi groziła deportacja na Białoruś i umieszczenie go w jednym z tamtejszych domów dziecka, ze względu na brak najbliższej rodziny. Jedyne co mogłem zrobić ze swej strony, to napisać solidne odwołanie od decyzji urzędników białostockiego urzędu wojewódzkiego do Urzędu do Spraw Cudzoziemców, co też uczyniłem. Jednocześnie wystosowałem oficjalne pismo jako prawnik organizacji działającej na rzecz praw człowieka do Rzecznika Praw Dziecka, by ten ze swej strony objął jakimś nadzorem ową sprawę, by się do niej przyłączył, monitorował ją, by podjął jakiekolwiek działania leżące w zakresie jego kompetencji. Po bodaj miesiącu otrzymałem odpowiedź drogą mejlową, która zawierała streszczenie ustaw odnoszących się do sytuacji cudzoziemców chcących zalegalizować swój pobyt na terytorium RP. Jako prawnik zajmujący się sprawami cudzoziemców znałem te przepisy niemal na pamięć. Ręce mi opadły i byłem wściekły na cały ten kraj i na fikcyjne, fasadowe urzędy. Dlatego rozbawiło mnie, gdy we wspomnianej wyżej dyskusji w TVN24 były poseł Krzysztof Boska twierdził, że biuro Rzecznika podejmuje interwencje w podobnych sytuacjach.
Całe szczęście urzędnicy z Urzędu do Spraw Cudzoziemców podzielili moją argumentację z odwołania i przyznali chłopakowi zezwolenie na zamieszkanie na czas oznaczony. Rodzina zatem może spokojnie i swobodnie mieszkać razem w Polsce. Czy podobne historie zawsze kończą się happy endem? Ile jeszcze podobnych pism dotarło do biura Rzecznika Praw Dziecka, po których ten nie podejmował żadnych działań, a pracownicy biura wysyłali jedynie krótkie resume ustaw? Nie mam pojęcia.
Dodaj komentarz
kwiecień 16, 2008 @ 8:31 am (Białystok, Polacy, człowiek, obywatel, polityka, społeczeństwo, więzi międzyludzkie, wspólnota, wychowanie obywatelskie)
Tags: Polska, społeczeństwo, Białystok, praca, społeczne, państwo prawa, obywatele, słabość państwa, państwo, egoizm, uczciwość, białostocka Solidarność, Uchwyty, Roman Kluska, Pilch
Pilch niedawno na łamach bodaj “Polityki” pisał, że Polska była zawsze i pozostanie dzikimi polami Europy. Z początku nieco się oburzyłem, ale po chłodnej refleksji uznałem, że trudno mu nie przyznać racji.
Słabe państwo, ludzie skrajnie obojętni i nie mający w sobie żadnych cech, które kwalifikowałyby ich, jako obywateli, a nie jak zwykłe monady żyjące tylko dla siebie i obok innych, którzy jeśli wzbudzają w nich jakieś uczucia, to najczęściej zawiść, niechęć i złość.
Słabość państwa aż razi, najpierw morderstwo Marka Papały, bo prawdopodobnie za dużo wiedział o czymś, co mogło naruszyć interesy gangsterów mających wpływy wśród polityków lub nawet nimi władających. Następnie zupełnie bezpodstawne aresztowanie Romana Kluski – choć właściwie mające podstawy – nie chciał łożyć na polityków pewnie SLD. Sąd co prawda uznał, że aresztowanie było niezgodne z prawem, ale zasądził odszkodowanie w wysokości 5.000 zł stosując przy tym wielce pokrętną argumentację, której nie mogłem się nadziwić, gdy ją czytałem.
Teraz sprawa zamordowanego Krzysztofa Olewnika, którego ojciec nie chciał wchodzić w lewe interesy z miejscowymi oprychami, wspieranymi przez lokalnych polityków, policjantów, bankowców i Bóg raczy wiedzieć przez kogo jeszcze.
W niedzielę ciocia opowiedziała historię pewnego byłego działacza “Solidarności” w białostockich “Uchwytach”, świetnego fachowca, który odmawiał kolejno swoim znajomym wspólnego założenia firmy, ponieważ miał zupełnie odmienną jej wizję niż jego niedoszli wspólnicy. Uważał, że pracodawcy powinni oferować pracownikom przyzwoite warunki pracy – umowę o pracę, godne wynagrodzenie, dobrą atmosferę pełną szacunku wobec podwładnych i troski o wspólne firmowe dobro. Koledzy nie podzielili jego wizji, więc z firmy nic nie wyszło. Po pewnym czasie był jednak zmuszony zatrudnić się w jednej z firm, założonych przez kumpla, i nie wytrzymał, nie zniósł tego wszystkiego czego musiał być świadkiem – wyzyskiwania pracowników, złego traktowania, niskich płac przy wysokim zysku firmy i wysokich pensjach kierownictwa. Serce nie wytrzymało i odmówiło posłuszeństwa. Stres, ból, empatia, aż wreszcie zawał. Wydobrzał, wrócił do zdrowia, przeszedł na wcześniejszą emeryturę i niestety nie wiem, co teraz – czy czuje się wolny? Ostatnio jechał do córki, by pomóc jej urządzić się w Gdyni, gdzie osiadła razem z mężem…
Dodaj komentarz
kwiecień 7, 2008 @ 10:38 am (Polacy, Słowacja, człowiek, kościół, obywatel, polityka, religia, społeczeństwo, wspólnota, wychowanie obywatelskie)
Tags: Andrej Hlinka, Bratysława, Hviezdoslavovo námestie, Józef Tiso, klerofaszyzm, komunizm, media, myśli, Polacy, polityka, Polska, religia, społeczeństwo, Słowacja, słowacka opozycja, słowacki kościół katolicki, Słowacy, świeczkowa manifestacja
Wczoraj i dziś próbowałem wpisywać w polskich wyszukiwarkach hasło “świeczkowa manifestacja”, by stwierdzić czy Polacy wiedzą cokolwiek o tym wydarzeniu i czy poświęcili mu jakąkolwiek uwagę.
W portalu google.pl wyświetliła mi się jedna strona, na której znalazła się poszukiwana przeze mnie fraza, w onecie i wirtualnej Polsce ani jedna strona nie została odnaleziona, w interii jedna strona, a oprócz tego w ramkach reklamy firm zajmujących się produkcją czy sprzedażą świec. I to tyle. Wstyd, cóż więcej można powiedzieć. Słowacy bez porównania więcej wiedzą o Polsce, o naszej kulturze, historii, współczesności, niż my o nich, interesują się żywo tym, co dzieje się w Polsce, a my nie jesteśmy w stanie poświęcić uwagi tak ważnemu wydarzeniu w historii Słowacji, jak świeczkowa manifestacja.
25 marca 1988 r. około 2 tysięcy Słowaków zebrało się na głównym placu Bratysławy – “Hviezdoslavovo námestie” (różne źródła podają różną ilość uczestników, niektóre zaznaczają, że nie wszystkich dopuszczono na plac, na którym gromadzili się manifestanci, część została w bocznych uliczkach prowadzących na plac), by podczas pokojowej demonstracji domagać się swobód religijnych, nieingerowania władz komunistycznych w mianowanie biskupów kościoła katolickiego oraz przestrzegania przez władze praw obywatelskich.
Ruch dysydencki w komunistycznej Słowacji był niewielki, sprzeciw wobec komunistycznych zbrodni wyrażały tutaj głównie środowiska katolickie. To w kościołach katolickich drukowano zakazane książki i czasopisma, to właśnie kościół katolicki udzielił wsparcia opozycjonistom wywodzącym się – jak to zostało już wyżej wspomniane – ze środowisk katolickich.
Po wydarzeniach z czasów II wojny światowej, ale i czasu ją poprzedzającego, gdy ksiądz Józef Tiso, a wcześniej ksiądz Andrej Hlinka wdali się we flirt z faszyzmem, kościół katolicki lat 80-tych musiał postępować nader ostrożnie, by uniknąć oskarżeń ze strony władz komunistycznych o “klerofaszyzm”. Stąd też obawiał się otwartego i intensywnego zaangażowania w działalność przeciw systemowi. Mimo jednak tych obaw spora część duchowieństwa wsparła swoich wiernych w walce o wolność religijną, nieingerencję państwa w wewnętrzne sprawy kościoła i prawa obywatelskie.
25 marca 1988 r. manifestacja została brutalnie rozpędzona, scenariusz był taki sam, jak w Polsce – na placu pojawili się uzbrojeni po zęby milicjanci, w ruch poszły pałki, działka wodne, następnie rozpoczęły się zatrzymania, aresztowania i cały arsenał innych represji stosowanych przez komunistów. Na niewiele się to jednak zdało, bo kres komunizmu od czasu tych wydarzeń nastąpił niespodziewanie szybko.
Mimo wszystko żal, że niewiele o tym wiemy i nic sie o tym nie mówiło w ostatnim czasie w naszych mediach.
Dodaj komentarz