Za oknem ołowiane chmury, cały dzień prószy śnieg, od czasu do czasu przedziera się przez czerń nieba słońce, momentami śnieg i słońce dochodzą do porozumienia, i gdy ten pierwszy nie przestaje podać, to drugie zaczyna świecić.
Około godziny 13.00 wyjeżdżamy, by po drodze zabrać znajomą i razem pojechać na wystawę poświęconą marszałkowi Piłsudskiemu w Muzeum Kresów w dawnym dworze w Białostoczku.
Na miejsce docieramy po kilkunastu minutach, to w końcu zaledwie kilka kilometrów od Białegostoku. Białostoczek wita nas gęstym śniegiem, nieprzyjemnym wiatrem i szarością. W majątku po wojnie został zorganizowany POM Białostoczek, dwór zagospodarowano na biura, tynk na ścianach wygląda na położony w latach siedemdziesiątych albo osiemdziesiątych, kolumny także otynkowano i upodobniono do socrealistycznych prostopadłościanów. O tym, że mógł to być kiedyś dwór przypomina jedynie wysoki dwuspadowy dach i bryła budynku, niewprawne oko jednak tego nie dojrzy.
Wchodzimy do środka, wita nas młody człowiek dokładający drwa do pieca z początku XX wieku, zaprasza do sali głównej, w której są zgromadzone rodzinne, ale nie tylko rodzinne pamiątki. Dawny dwór wykupili państwo Cywińscy i własnym sumptem prowadzą muzeum. Cztery pomieszczenia właściciele przeznaczyli na muzeum, a w pozostałych być może mieszkają, choć tego akurat pewien nie jestem.
Wewnątrz panuje przyjemne ciepło płynące z kilku starodawnych piecyków. Na ścianach portrety rodzinne, zdjęcia, przedmioty codziennego użytku – niektóre pamiętają pewnie jeszcze XIX wiek, inne początki wieku XX i dwudziestolecie międzywojenne.
Oprócz tego sporo eksponatów upamiętniających marszałka Piłsudskiego – ukrywana przez długi czas tablica pamiątkowa poświęcona marszałkowi, medaliony, książki, czasopisma, albumy, rysunki, portrety, fotografie. Zwracam uwagę na czasopismo “Antena” – periodyk wydawany w dwudziestoleciu międzywojennym przez Radio Polskie. Na pierwszej stronie zdjęcie z Zułowa – miejsca urodzenia Józefa Piłsudskiego i artykuł im poświęcony, napisany żywą, barwną, soczystą, przebogatą polszczyzną, którą aż chce się chłonąć, niestety dokończenie artykułu na następnej stronie, a “Antena” leży w gablocie, więc strony nie przewrócę, a szkoda.
Zjeżdżają się kolejni goście – członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Grodzieńskiej (jeśli dobrze zapamiętałem nazwę) i jakieś dzieciaki ze szkoły podstawowej w Kolnie. Gospodyni dworu i organizatorka wystawy – pani Cywińska oficjalnie wita wszystkich zebranych i w sposób zajmujący przez niemal godzinę opowiada o marszałku i zgromadzonych przez nią eksponatach jemu poświęconych.
Szczególną uwagę zwracam na książkę o tytule bodaj “Młody piłsudczyk”, o której pani Cywińska mówi, że była skierowana do młodych chłopców i miała za zadanie wychowywać ich na dobrych patriotów i obywateli. To drugie słowo w wychowaniu obecnej młodzieży szczególnie jest ważne, mnie w szkole niestety nie wychowywano w duchu obywatelskim, wątpię, by i dziś ktoś kładł na to nacisk.
Część wydawnictw poświęconych marszałkowi to niestety ewidentne laurki, niektóre swoim bałwochwalstwem przypominają wręcz kult jednostki. To wszystko wskazuje dobitnie na konieczność umiaru, nawet w uwielbieniu dla prawdziwych bohaterów narodowych, słowem trzeba wiedzieć, kiedy się zatrzymać, żeby nie przesadzić. Momentami mam wrażenie – choć marszałka bardzo cenię, w domu panuje kult marszałka pielęgnowany przez mamę – że w tym uwielbieniu jednak się Polacy z międzywojnia trochę zagalopowali, chwilami sprawia ono wrażenie nieszczerego, wymuszonego i nakazanego odgórnie, choć wiem, że miłość do marszałka była ogromna i szczera w przeważającej części ówczesnego społeczeństwa polskiego.
Polacy nie byliby sobą, gdyby nie doszło do pewnego spięcia, zgrzytu – dwie panie starły się z powodu odmiennej opinii na temat polskich mediów – jedna z nich była zwolenniczką “Newsweeka”, a druga “Radia Maryja”. Konflikt zatem murowany, choć obie przyjechały do muzeum ze względu na swój szacunek i uwielbienie dla marszałka.
Do Muzeum postanawiamy jeszcze wrócić, kiedy będzie cieplej i słonecznie, razem z innymi znajomymi.